Archive

Archive for December, 2010

Akumulatory żelowe czy LiFePO4

December 19th, 2010 2 comments

Jeżeli chodzi o akumulatory do deskorolki, to możemy wybierać pomiędzy akumulatorem żelowym a LiFePO4.

Akumulator żelowy, jest fajny bo jest tani. Niestety, pomimo zachęcającej – smakowitej nazwy, ma w sobie ołów i ten ołów dużo waży. W mojej deskorolce, tak na oko, akumulator ten waży ze 25 kilogramów. Parametry to 36V, 12Ah – składa się z trzech akumulatorów jak do UPS po 12V i 12Ah.

Akumulator LiFePO4, jest fajny bo lekki. Akumulator 36V 10Ah dostępny na Ebay będzie ważył jakieś 4kg, czyli 8 razy mniej. Niestety – ma dwie wady. Po pierwsze, jest jakieś 8 razy droższy od akumulatora żelowego – przynajmniej w Europie. Po drugie: prąd rozładowania. Silnik deskorolki do maksymalnej mocy potrzebuje 28A. Zalecany prąd rozładowania dla znalezionego przeze mnie akumulatora 36V 10Ah to 15A. Maksymalny prąd rozładowania to 30A ale nie dłużej niż 30 sekund. Czyli teoretycznie, akumulator LiFePO4 mógłby napędzać moją deskorolkę przez 30 sekund z pełną mocą i później musiałby odpocząć. Lub też, należało by zastosować akumulator 2 razy mocniejszy.

Wydaje mi się, że użycie akumulatora LiFePO4 do napędu deskorolki to pomysł szalenie drogi. Musiałbym wydać 16 razy więcej niż na akumulator żelowy, po to żeby zaoszczędzić 3/4 wagi – (jakieś 18 kilo). I dlatego właśnie jest to pomysł szalenie kuszący.

Elektryczna deskorolka – pierwsza krew

December 18th, 2010 No comments

Spędziłem dziś prawie godzinę czasu na dworze. W taki mróz jeździłem na elektrycznej deskorolce. I polała się krew… Gdy wróciłem do domu, otworzyłem serek waniliowy i zaciąłem się folią aluminiową z wieczka. Muszę na siebie bardziej uważać!

Poniżej dwa filmiki z mojego treningu.

Inżynieria analityczna skończyła się obciachem

December 16th, 2010 No comments

Miałem sporo radości gdy rozkręcałem elektryczną deskorolkę. Niestety, podczas tej zabawy urwałem kabelek. I, niestety, wydawało mi się, że potrafię go przylutować…

Deskorolka jest wyborowym gadżetem, ale tylko wtedy gdy jest pod prądem. Niezdarnie przylutowany kabelek wytrząsł się i przełamał kilka kilometrów od domu. Zamiast pędzić ponad 30 kilometrów na godzinę po śniegu, musiałem taszczyć te ponad 30 kilogramów do domu. Niestety, mocny silnik sprawia, że na tej elektrycznej deskorolce nie można już jeździć tak, jak jeździ się na zwykłej deskorolce – odpychając się jedną nogą (przynajmniej ja nie potrafię). Tak więc obciachowo taszczyłem te ponad 30 kilo do domu.

Jutro zakupię odpowiednie złączki i zlutuję deskorolkę. Mam nadzieję, że nie będzie mi się więcej razy tak obciachowo wyłączać.

Wracając do inżynierii analitycznej. Silnik zamocowany jest prawdopodobnie na zasadzie ostre koło. Dużo lepiej sprawdził by się wolnobieg. Z wolnobiegiem na elektrycznej deskorolce można było by jeździć tak, jak na prawdziwej. Niestety, wtedy deskorolka nie potrafiła by hamować silnikiem a to się przydaje. Innym rozwiązaniem mogło by być torpedo, które pamiętam z czasów pierwszych rowerka “Wigry“. Dzięki torpedo silnik mógłby rozpędzać i hamować deskorolkę i jednocześnie deskorolka mogła by jechać “na luzie” – dzięki czemu nie wytracała by prędkości podczas jazdy bez silnika. Niestety nawet z torpedo nie było by efektu ABS, który jest widoczny teraz podczas hamowania.

Wydaje mi się, że hamowanie deski może być trudniejsze niż rozpędzania. Gdyby tylko dało się tak hamować jak na snowboardzie…

Categories: Zupełnie inne Tags:

Elektryczna deskorolka – inżynieria analityczna

December 12th, 2010 No comments

Kilka dni temu oglądałem film na Canal+. Termin “reverse engineering” przetłumaczono tam jako “inżynieria analityczna”. Spodobało mi się to określenie, tak że postanowiłem ulokować je na półeczce na ulubione terminy, razem z “sprawiedliwość społeczna” i “wolność do”. Tak więc, zajmowałem się wczoraj inżynierią analityczną mojej nowej elektrycznej deskorolki.

Najważniejsze elementy to:

  1. Trzy akumulatory 12V/12Ah dające 36V,
  2. Silnik dający 800W przy poborze mocy 28A,
  3. Sterownik silnika i pilot,
  4. Deska, 4 kółka, traki itp.,
  5. Plastikowy kosz na akumulatory.

Rozwiązaniem konstrukcyjnym, które ułatwia konstrukcje całości jest sposób mocowania silnika bezpośrednio do tracka. Silnik napędza tylko jedno kółko.

Dane producenta o zasięgu powyżej 20km są chyba przesadzone. Nie liczyłem też na to. Dla mnie satysfakcjonujący zasięg to będzie 6km. Silnik pobierając 28A na godzinę rozładuje akumulatory o pojemności 12Ah w pół godziny – tak więc zasięg przy maksymalnej prędkością to góra 15km. Opór powietrza rośnie jako kwadrat prędkości, być może przy mniejszej prędkości deskorolka przejedzie powyżej 20km do wyczerpania akumulatorów.

Silnik pobierając 28A * 36V miałby sprawność około 80%: 80% prądu napędza kółka, 20% prądu ogrzewa deskorolkę.

Pilot działa chyba w technologii bluetooth.

Akumulatory umieszczone są w plastikowym koszu, który chyba jest zbyt delikatny jak do ich ciężaru, ponad 20kg.

W środku: typowo Chińska jakość czyli skrajnie posunięta oszczędność. Dobrze, że kosz z akumulatorami można rozłączyć – wtyczka. Niestety zbyt krótkie kabelki w łączące akumulatory urwały mi się i musiałem przypomnieć sobie sztukę lutowania.

Oczywiście, celem inżynierii analitycznej jest ulepszenie. Jeżdżąc poznaję wady deskorolki i być może wpadnę na pomysł jej ulepszenia. W każdym bądź razie – mam zabawkę i to się liczy w życiu.

 

 

Categories: Zupełnie inne Tags:

Elektryczna deskorolka – pierwsze wrażenia

December 11th, 2010 6 comments

Żona podarowała mi elektryczną deskorolkę J. I bardzo mi się podoba.

Wczoraj odpakowałem pudełko. Ponad 30 kilo żywej wagi; elektryczna deskorolka na pierwszy rzut oka bardziej przypomina snowboard z kółkami od melex’a. Zupełnie nie przypomina deskorolek, takich jak “chłopaki jeżdżą pod pomnikiem”. I to mnie ucieszyło. Bałem się, że deskorolka to będzie jakaś chińska zabawka – w stylu prezent na komunię. Moja elektryczna deskorolka też jest chińska ale wygląda bardzo solidnie.

Zabrałem ją więc na pierwszą próbę. Jeździłem po ubitym śniegu na drodze dojazdowej do domu, i po błocie pośniegowym na ulicy. Na początku bałem się, że jest coś za wolno. Jechałem 5 kilometrów na godzinę i ani ciut szybciej. Wtedy przypomniałem sobie o przełączniku na pilocie. Wyłączyłem “tryb edukacyjny” i zaliczyłem mocną glebę. Deskorolka dostała kopa i spokojnie się bujnie do 30km/h – tak jak miało być w instrukcji. Ogólnie deskorolka ma trzy tryby pracy: edukacyjny, normalny i zaawansowany. Lubię wrażenia, ale zaawansowany jeszcze jest nie dla mnie.

W każdym bądź razie deskorolka jest mocna i nawet potrafi palić gumy. Dokładnie tak – palić gumy z klasycznym smrodkiem spalonej gumy.

Deskorolka radzi sobie wybornie. I co najciekawsze, wymaga sporo siły do jeżdżenia. Mmm, podobnie jak snowboard. Niby jedziesz z górki, niby masz silnik – ale zmęczenie czuć. Pojeździłem wczoraj z pół godziny, dziś pół godziny i muszę przyznać że czuję zmęczenie fizyczne. Wydawało mi się, że elektryczna deskorolka to będzie zabawka dla leni, jednak pozytywnie się zaskoczyłem. Jak dla mnie jest to sport.

Oczywiście, nie ma co liczyć, że zrobi się ollie na takiej elektrycznej deskorolce. Jest na to zbyt ciężka. Jest też mało zwrotna. Normalny promień skrętu jest mniej więcej taki jak w samochodzie – deskorolka zawróci na rondzie. W pewnym sensie brakowało mi biegu wstecznego. Zasady skręcania są podobne jak na snowboardzie, przenosisz ciężar ciała na palce żeby skręcić do w lewo lub na pięty – żeby skręcić w prawo. Deska trzyma stabilnie kierunek jazdy, nawet na śniegu i lodzie. Jednak ostre zakręcanie będzie wymagało jakiegoś podstępu – jeszcze nie wiem jak to zrobić.

Reasumując. Zalety: duża moc, stabilna jazda. Wady: duży ciężar, słaby promień skrętu. Super zabawka dla dużych chłopców.

Ale najlepsze jest logo: różowy kucyk.

 

 

 

Koniec tej pisaniny. Muszę posprzątać w domu żeby odpracować mój prezent.

Categories: Zupełnie inne Tags: