Testuję Google Wave, niestety wymiękło…
Google Wave jest naprawdę interesującym narzędziem do komunikacji. Jeżeli programiści je zrozumieją a ludzie zaczną używać to będzie naprawdę niezła zabawa.
W Google Wave mogę na przykład utworzyć nową falę konwersacji do której mogę wkleić mój gadżet szachów i omalże mógłbym grać z swoim znajomym. Oczywiście, wcześniej musiałbym dodać obsługę odpowiedniego API co powinno zająć mi ze 2 lub 3 noce….
Mam wrażenie, że firma Google nie lubi firmy Adobe. Google unika technologii Adobe a produkty Google czasami źle współpracują z produktami Adobe.
- Google napisało pakiet biurowy – Google Docs. Gdyby wykorzystali technologie Adobe mieli by dużo mniej roboty i osiągnęli by dużo lepszy efekt. Szkoda, że Adobe nie skończyło Buzzworda… Przy okazji Buzzword nie działa na Google Chrome.
- Google napisało Talk. Gdyby użyli technologii Adobe, osiągnęli by lepszy efekt wielokrotnie mniejszym wysiłkiem.
- Google bardzo rzadko używa Flasha na swoich stronach. Głównie na YouTube i Analytics. Jednak są to firmy kupione przez Googla. (Google Video jest klonem, MSN też korzysta z Flasha)
- Google nie chcę udostępnić pliku crossdomain.xml lub czegoś co pomogło by programistom Flasha przy pisaniu aplikacji korzystających z Google API. Naprawdę wielu programistów o to prosi.
- Gadżety dla IGoogla ciężko współpracują z Flashem. Flasha trzeba osadzać specjalnym kodem od Googla. Raczej nie da się tego zrobić dobrze korzystając z popularnych bibliotek, np.: SWFObject.
- A do napisania tego posta tknęło mnie dzisiejsze odkrycie – kłopoty Chrome z historią dla aplikacji Adobe Flex.
Jak myślicie, co będzie dalej?
Ja myślę, że ktoś zdetronizuje Google Docs czy też skompromituje Talk albo Wava przy wykorzystaniu technologii Adobe. Zadufani ewangeliści Google dostaną wtedy po łapkach.
Zauważyłem, że w polskiej wersji serwisu IGoogle zaczęły działać gadżety OAuth. Dotychczas, gadżety takie działały tylko w wersji angielskiej. Nie chcę wnikać w szczegóły, bo już zupełnie nie pamiętam o co chodzi i dlaczego wcześniej nie działało. W każdym bądź razie teraz, można już pisać gadżety, które będą dostawać autoryzacje od zalogowanego użytkownika IGoogle, i na przykład operować na jego książce adresowej. Na przykład ten testowy gadżet wyświetla 20 pozycji z książki adresowej internauty, oczywiście pod warunkiem że internauta mu na to pozwoli.
Dzięki OAuth gadżety i webowy pulpit Google staną się jeszcze fajniejsze. Wraz ze wzrostem możliwości jakie dają gadżety konieczny jest wzrost świadomości o niebezpieczeństwach, na które jesteśmy narażeni. Na przykład, ten gadżet który wcześniej autoryzowaliście mógłby skraść wszystkie adresy z waszej książki adresowej, następnie je skasować i zażądać 1$ za ich odzyskanie. Fajne, co?
Kilka dni temu napisałem o tym, że wprowadziłem do strony forum automatyczne tłumaczenia Google. Mój kolega Miszka Gruszkow zaproponował mi jak ulepszyć ten system. Dzięki!!! Masz u mnie piwo. Pozwoliłem zarejestrowanym uczestnikom wprowadzać poprawki do automatycznych tłumaczeń Google. Czyli na przykład serwer Google przetłumaczył mi “director” na “dyrektor” co jest w miarę poprawne. Jednak uczestnicy strony wiedzą, że chodzi tu o “reżysera” i mogą tą zmianę wprowadzić na stronie.
Ponownie piszę o Film Spring Open na blogu technicznym, ponieważ ten system tłumaczeń nie jest skomplikowany a jednocześnie jest ciekawym eksperymentem. Celem jest konsolidacja wielojęzycznej społeczności ludzi. Warto śledzić co się będzie dalej z tym działo, bo to jest bardzo przyszłościowy temat.
Witam,
Po raz
trzeci na moim blogu pojawia się ten temat. Napisałem prosty programik zliczający czas pracy, na przykład czas pracy spędzony nad projektem. Bazą danych dla TaskCalculator jest kalendarz Google. Programik działa jako gadżet Google (
uruchom).
Nowa wersja zawiera raport sumaryczny, miesięczny oraz listę wszystkich wpisów w kalendarzu. Poprawiłem też kilka błędów.
Zapraszam!