Archive

Archive for the ‘Recenzje’ Category

Windows 7

December 3rd, 2009 1 comment

Dzięki uprzejmości mojego kolegi, mogę od kilku dni pobawić się najnowszym dziełem Microsoftu. Muszę przyznać, że produkty tej firmy podobają mi się coraz bardziej.

Pierwszym miłym zaskoczeniem był dla mnie temat graficzny – Polska, fajnie jest mieć zaraz po instalacji Morskie Oko lub Malbork. Taka drobnostka, a duży plus się za to Microsoftowi należy!

image

Nowy pasek zadań nie był dla mnie niespodzianką. Zdążyłem jego zalety poznać już patrząc na pulpity innych. Nowy pasek zadań jest jak dla mnie naprawdę super, jednak moją żonę wkurzył. Ola usiłowała włączyć przeglądarkę Chrome, i była zdziwiona bo a to się chowała a to pokazywała jakaś strona z dziwnymi znaczkami… Za pasek zadań daję olbrzymiego plusa, choć wiem że sporo ludzi będzie na niego narzekać.

image

Nowy pasek zadań daje też przewagę Internet Explorerowi nad konkurencyjnymi przeglądarkami. Na pasku zadań widzimy zakładki otwarte w IE. To na prawdę fajne. Nie fajne jest jednak to, że IE parę razu już mi się zawiesiło… Jednak, tym razem pad IE nie pociąga za sobą konieczności restartowania połowy aplikacji. Mały plus.

Automatyczne aktualizacje system przebiegły tak, że prawie ich nie zauważyłem. Informacja, o tym że nie mam antywirusa nie była tak nachalna jak w przypadku Visty. Pobrałem jednak antywirus Microsoftu Security Essentials o którym wiedziałem już wcześniej, że nie przymula za nadto systemu.

image

Później odkryłem coś zastraszającego. Byłem w szoku. Jest już Eclipse w wersji 3.5.1. O kurcze, musiałem być nieźle zarobiony, przegapiłem dwie wersje… I jest też wersja dla platformy 64 bitowej. I to działa. Jestem w szoku. Oczywiście, to nie zasługa Microsoftu, jednak to że na Windzie działa dobrze dobre IDE jest dobre.

image

Później spróbowałem PostgreSQL. Pamiętam, że trzy lata temu utyrałem się przy tym. Tym razem, wszystko poszło gładko. Czyżbym nie znalazł nic, do czego można się przyczepić?

image

Zamiast Apacha, postanowiłem spróbować Zend Community Server + Apache. I znowu bezproblemowa instalacja. Nudy… Chociaż, mam wrażenie, że na Viscie działało szybciej…

image

Zastanawiałem się, jak długo wytrzymam bez Cygwina. Pewnie nie dałbym rady, ale zainstalowałem coś podobnego – GnuWin32. Muszę przyznać, że konsola to wciąż największa bolączka systemów Microsoftu. Próbowałem jakiś programików, niestety wszystko to pozostaje daleko w tyle do tego, co oferuje Linux z pudełka, daleko nawet za Cygwin + RXVT.

image

Na deser, najprzyjemniejszym zaskoczeniem jest program Windows Live Writer. Właśnie w nim piszę ten artykuł na bloga. Mam wrażenie, że ten darmowy program do pisania blogów sprawdzi się lepiej niż Microsoft Word. Word ma fajne formatowania, ale nie ma edycji źródła.

image

W mojej opinii, Windows 7 to zdecydowanie najlepszy system Microsoftu. Dlatego że ma temat graficzny ze zdjęciami z Polski, dlatego, że ma nowy pasek zadań, dlatego, że bez problemów zainstalowałem bazę danych, serwer WWW, środowisko programistyczne. I dlatego, że bez problemu wklejam zrzuty ekranu do bloga.

Categories: Recenzje, Windows Tags:

Codility vs JavaBlackBelt

November 9th, 2009 4 comments

Jakiś czas temu napisałem, że nie lubię testowania programistów tak jak się testuje kompilatory. Dobry programista nie musi wiedzieć czym różni się i++ od ++i, jednak musi czuć respekt przed takimi niuansami. Szkoda, że ta zasada nie jest znana społeczności JavaBlackBelt.

JavaBlackBelt to platforma do nauki Javy. Zawiera między innymi testy wymyślane przez społeczność programistów. Dzięki nim można wczuć się w rolę kompilatora:

Po co programista ma wiedzieć coś takiego? Żaden programista przy zdrowych zmysłach nie napiszę takiego kodu – intuicyjnie. A jak już napisze, to powinien dostać czarnym pasem po d….

Dlatego nie podoba mi się JavaBlackBelt. Czarnego pasa w karate nie dostaje się za nauczenie się nazw ciosów: “Mawashi Tobi Geri”.

Dlatego spodobał mi się polski program Codility. Dzięki Codility możemy sprawdzić jak programista poradzi sobie z napisaniem prawdziwego programu. Do wyboru mamy kilka języków programowania w których trzeba rozwiązać zadania algorytmiczne. Webowa aplikacja skompiluje podane rozwiązanie i sprawdzi wyniki przy pomocy testu jednostkowego. Genialne J.

Należy jednak pamiętać, że testy są zawsze pewnym uproszczeniem. Prawdziwych programistów poznaje się w pracy nad projektami a nie podczas rozwiązywania testów i zagadek algorytmicznych.

Categories: Programowanie, Recenzje Tags:

EeePC 1005HA

October 3rd, 2009 3 comments

Mam okazję pobawić się netbookiem mojej żony – ASUS EEEPC 1005HA(H). To malutki, ważący trochę ponad kilogram komputerek. Różowy!!!

Co mi się podoba?

  • Ciekawy kolor.
  • Nowoczesny wygląd.
  • Maluteńki zasilacz.
  • Modne otwieranie wyświetlacza za klawiaturę.
  • Wygodna klawiatura. Klawisze mają krótki jednak stanowczy skok a po wciśnięci żwawo powracają na swoje miejsce. Klawisze są normalnej wielkości jednak aby pomieścić je na małej przestrzeni zmniejszono odstępy między nimi – do takiej klawiatury na pewno można się przyzwyczaić. Podoba mi się też dobór akcji dla przycisku Fn.
  • Nowoczesny touchpad umożliwiający skalowanie stron www i zdjęć dwoma palcami.
  • Szybkość działania.
  • Głośniczki grają głośno.
  • Wbudowany mikrofon umożliwia rozmowy Skype.
  • Sprawnie działająca kamerka webowa.
  • W zestawie jest pokrowiec.
  • Atrakcyjna cena.

Co mi się nie podoba?

  1. Ostra krawędź przednia laptopa, muszelki nie powinny być ostre ale wyszlifowane w falach oceanu.
  2. Instalacja oprogramowania ASUS, szczególnie odrażający był docklet na górze.
  3. Instalacja MSWorks, musiałem marnować czas na odinstalowanie.
  4. Stary system operacyjny Windows XP, wolałbym Vistę lub Linuxa.
  5. Brak różowego tematu kolorystycznego dla Windowsa XP.
  6. Gniazdo VGA, wolałbym małe DVI.
  7. Tylko 1MB pamięci, przecież to skąpstwo.
  8. Brak kart UMTS w sprzedaży..
  9. Brak stacji dokujących.
  10. Brak myszy pod kolor w sprzedaży.

Inne cechy:

  • Instalacja Microsoft Offica Home and Student wersja 60 dniowa.
  • Bateria, która ma wytrzymywać 10 godzin, o tym jednak wolałbym napisać za rok.

Co mnie wkurza chyba we wszystkich laptopach. Producenci zawsze dodają całą gamę swojego softu, którego wcale nie chcę używać. Kupując komputer wciskają mi rzeczy, których nie potrzebuje. W dodatku, nie wiem, czy są one konieczne do pracy komputera i muszę się zastanowić przed ich odinstalowaniem. A już kompletnym nieporozumieniem jest instalowanie oprogramowania które się na dzień dobry zawiesza – mam tu na myśli dysk sieciowy którego nazwy nie chcę pamiętać i jakiś synchronizator.

Nie miałem możliwości pobawić się konkurencyjnymi produktami, jednak netbooka ASUS EeePC – muszelkę – śmiało polecam.

Categories: Recenzje Tags:

Gang Wars

September 24th, 2009 1 comment

Rzadko zdarza mi się pisać o grach komputerowych. Dotychczas pisałem tylko o moich szachach i o polskim Wiedźminie. Rzadko gram w gry komputerowe, bo zgodnie z założeniami ich twórców – wciągam się w nie. A na to szkoda mi czasu.

Mam też zboczenie zawodowe. Na gry komputerowe, patrzę jako na potencjalną pracę do wykonania. Zawsze zastanawiam się jak napisać taką grę i jak na niej zarobić? Wydaje mi się to bardzo ciężkim kawałkiem chleba. Gry komputerowe są najbardziej poszkodowane z powodu piractwa. W dodatku starzeją się znacznie szybciej niż aplikacje dla biznesu. Może poza szachami.

Ostatnio zainteresowałem się aplikacjami na Androida w tym również grami komputerowymi. Próbowałem różnych gier. Fajnie jest pobawić się grami z ekranem dotykowym, akcelerometrem, poziomicą. Fajnie jest potrząsnąć telefonem, po to żeby rozeszły się chmury i można było dalej strzelać dotykowo. Te wszystkie hardwarowe bajery w które wyposażone są dziś telefony wpływają na radość grania i dają programistom nowe możliwości. I to mnie ciekawi. Jednak najciekawsze jest zawsze rywalizacja z innymi graczami. Pierwsze gry w które grałem ponad 20 lat temu, były super dlatego, że siedziałem z kumplami przy CPC 464 i wyrywaliśmy sobie joystick, kradnąc kurze jakie w Chuckie Egg. Była w tym rywalizacja o to kto ukradnie więcej jajek.

Gang Wars na Androida to pierwsza gra która mnie na prawdę wciągnęła. Gang Wars – to gra strategiczna. W Gang Wars wcielamy się w rolę gangstera. Naszym zadaniem jest zdobywanie pieniędzy, szacunku i doświadczenia. Aby zarobić trzeba najpierw kupić broń i dokonać kilku przestępstw takich jak grabieże i włamania. Doświadczenie zdobywamy szybciej walcząc z innymi gangsterami. Czasami, zdarza się okazja “zrobienia batonika” z innego gangstera. Zarobione pieniądze inwestujemy w nieruchomości, kupujemy lepszą broń i samochody. Sporo kasy wydamy też na doktora, który będzie leczył nas z obrażeń. Zapraszając znajomych do gry budujemy swój gang i dzięki temu możemy dokonywać bardziej wymyślnych przestępstw jak choćby napad na sklep jubilerski.

W Gang Wars rywalizujemy z innymi graczami i to jest fajne. Rywalizujemy w czasie rzeczywistym i to jest super. Dzięki Gang Wars odkryłem nowy termin – MMOSG. Odkryłem też, że gra komputerowa może być odmianą aplikacji biznesowej. Do napisania takiej gry potrzebne są umiejętności które już mam, które nabyłem pisząc aplikacje biznesowe działające w Internecie. I to mnie cieszy najbardziej.

Podzielę się moim spostrzeżeniem o tym, jak można było by zaprojektować MMOSG.

W Gang Wars energia jest elementem kluczowym. Są aż trzy rodzaje energii: siła, zdrowie, wytrzymałość. Energię tracimy wykonując zadania. Energia uzupełniana jest po czasie. I to jest genialne. Pamiętam, że gdy byłem mały to grałem w gry planszowe najchętniej w Monopoly. W grach planszowych ruchy wykonujemy turowo. W MMOSG tury nie były by możliwe, kto chciałby czekać aż na swoją kolej aż tysiące graczy wykona ruch. W Gang Wars tury zastąpiono czasem. Czas jest barierą która uniemożliwia nam wykonywanie zbyt wielu ruchów. Czas jest motywatorem, do wykonania kolejnego ruchu. W Gang Wars możemy wykonać swoje ruchy, wyłączyć telefon na godzinę czekając aż nasza energia się uzupełni i znów wykonać ruchy. Dla mnie to niesamowite odkrycie. Z tą wiedzą czuję się jak dziecko które odkryło gdzie mama trzyma cukierki.

Tury zastąpiono czasem. Dzięki temu odkryciu można przenieść koncepcje wielu gier planszowych do świata MMO.

Tak naprawdę, gdy byłem dzieckiem, to nie grałem w Monopoly. To były czasy komuny i grałem w podróbki Monopoly, między innymi w klona Monopoly wykonanego przez moich rodziców. Naprawdę się napracowali: olbrzymia plansza; elegancie figurki hoteli, trolejbusów i samolotów; kostki i laminowane karty wprowadzające element losowość. To działało na moją dziecięcą wyobraźnie i zakochałem się w tej grze. Mój tata nawet chciał napisać Monopoly na CPC 464 lecz niestety zbrakło mu wytrwałości. Dzięki Gang Wars i zasadzie zastąpienia tur czasem wiem, że można było by przenieść Monopoly na świat MMOSG (zresztą pewnie już tam jest).

PS. Mój Friend Code w Gang Wars to: 053F6.

Categories: Android, Recenzje Tags:

Czy Android prześcignie IPhona?

September 18th, 2009 3 comments

Zainteresowanie Androidem przekroczyło już poziom zainteresowania Symbianem. Widać to w Google Trends. Jednak, zainteresowanie Androidem jest tylko małym ułamkiem zainteresowania IPhonem. Czy telefony z Androidem mają szansę pobić rewelacyjny marketing Apple?

Categories: Android, Recenzje Tags:

BuddyRunner vs CardioTrainer

September 12th, 2009 9 comments

BuddyRunner i CardioTrainer to dwie aplikacje które ostatnio mnie zainteresowały. Gadałem przez telefon z kumplem – też programistą . Okazało się że też ma Androida. Powiedział mi że uprawi sport. Pomyślałem że w poprzednim zdaniu brakuje słowa “też”. Powiedział mi że biega z BuddyRunnerem. Ja nie biegam. Ale pomyślałem że mogę jeździć na rolkach i będę miał lepsze czasy, co zmierzy BuddyRunner. Więc zainstalowałem na moim telefonie tą aplikację.

Niestety, pierwsza przejażdżka na czas się nie udała. Czasy się nie zapisały. A naprawdę się starałem. Pomimo krótkiego dystansu – to się nieźle zmęczyłem. Trochę mnie to wkurzyło i w tym momencie złości zauważyłem w Android Market CardioTrainera. Następnego dnia zebrałem siły by wypróbować ten produkt na serce.

Tym razem wszystko się udało. CardioTrainer zadziałał poprawnie i zapisał ścieżkę mojej przejażdżki.

Dziś znowu spróbowałem BuddyRunnera i niestety znowu się nie udało. Dlatego napiszę krótkie podsumowanie tych dwóch aplikacji:

Plusem BuddyRunnera jest przede wszystkim znakomita strona WWW o publicznym adresie URL, prostszy system rejestracji, powiadamianie na e-mail oraz integracja z Facebook. W telefonie wygląda dobrze, lecz brakuje w nim wyboru jednostek miar – są mile.

CardioTrainer wygrywa przede wszystkim w telefonie komórkowym. Lepiej odbiera sygnał GPS i pozwala go konfigurować. CardioTrainer pozwala wybrać rodzaj treningu: bieganie, rower, rolki i inne. Pozwala wybrać jednostki miary – kilometry lub mile. CardioTrainer lepiej dba o prywatność. Niestety, strona CardioTrainera jest słabsza – brakuje w niej statystyk i nie znalazłem opcji udostępniania.

Na chwilę obecną będę jeździł z CardioTrainer. Istnieje szansa, że telefon z Androidem poprawi moją kondycję.

Categories: Android, Recenzje Tags:

Tak zaczynał ChessIG

September 1st, 2009 1 comment

Przeglądając stary komputer znalazłem pierwsze zdjęcia projektu ChessIG. To szachy internetowe, gadżet dla IGoogle. Napisałem je, bo uczyłem się Javy i chciałem poznać smak programowania w tym języku. Dziś z sentymentem oglądam zdjęcia.

Jest Eclipse. Jest mój starusienki ukochany laptop Sony VAIO. Jest KDE. I to wszystko przy 512MB pamięci RAM której nie można rozbudować. A w rogu jest świeżo przeczytana książka Head First Java.

Uważam, że najfajniejszy program w swoim życiu napisałem siedząc przy niewygodnym, zbyt niskim stole i pracując na już wtedy przestarzałym laptopie. Szachy działają do dziś, liczba użytkowników rośnie i moje zadowolenie z tej aplikacji także. Zapraszam!

Categories: Recenzje Tags:

Druga noc z Hero

August 29th, 2009 6 comments

Postanowiłem przetestować, jak mój nowy telefon poradzi sobie w sytuacji kryzysowej.

Kryzys wyobrażam sobie tak. Jestem sobie na wakacjach w górach. Właśnie jadę wyciągiem, by za chwilę zjechać z górki na pazurki. Dzwoni klient. Wykonuję cyrkowe akrobacje by odebrać rozmowę i nie zgubić rękawiczek. Dowiaduję się, że aplikacja nie działa a zaraz jest prezentacja. I że to wyjątkowa sytuacja i czy nie mógł bym sprawdzić o co chodzi bo pewnie zepsuła się jakaś drobnostka… Oczywiście to nie jest wyjątkowa sytuacja, bo aplikacje zwykle psują się wtedy gdy programiści mają wakacje i wtedy gdy będę prezentowane – tak jakby wstydziły się sławy.

Czy z moim HTC Hero poradził bym sobie w tej sytuacji? Oczywiście musiałbym dojechać do jakiegoś baru, schroniska. Następnie zobaczyć co jest nie tak z aplikacją WWW. Zalogować się po SSH na serwer. Sprawdzić co jest nie tak. Może ubić kilka procesów, może zrestartować aplikację – nie wiadomo. No i oczywiście nie chciał bym tracić na to całego dnia. Normalnie, siedząc przy komputerze w domu wykonanie tych czynności zajęło by chwilę. Będąc w górach nie mam laptopa ale mogę liczyć na ślamazarne łącze internetowe mojego telefonu.

Postanowiłem zrobić symulacje naprawy. Wyobraźmy sobie, że nieszczęście spowodowane było brakiem miejsca na dysku: “df –h” wyjaśnia sprawę, bo jakiś dziennik gdzieś spuchł i bo ktoś zapomniał przełączyć logowania z trybu odrobaczania na tryb produkcyjny. Przyczyna awarii brzmi sensownie, co?

Wcześniej zainstalowałem klienta SSH ConnectBot. Wczoraj miałem problemy z klawiaturą, jednak dziś udało mi się je pokonać. ConnectBot lepiej pracuje w pionowej pozycji telefonu a gdy klawiatura ginie, to można ją włączyć przyciskiem MENU. Problem w tym, że na HTC Hero to nie działa. Jednak klawiatura włączy się gdy cofniemy i przywrócimy konsole. Klawiatura pionowa jest mniej wygodna niż pozioma ale można się przyzwyczaić i o ile herbata rozmrozi palce to wszystko będzie dobrze.

Tak więc, wczoraj wygenerował w ConnectBot parę kluczy SSH. Zalogowałem się na serwer. Troszkę się męcząc wyedytowałem plik vim .ssh/authorized_keys. Tu niezastąpiona jest znajomość edytora vim. Bez niego było by dużo trudniej. Do pliku wkleiłem wygenerowany klucz publiczny po to by następnym razem logować się z telefonu bez podawania trudnego hasła. Do pracy w Vimie potrzebny jest nam przycisk ESC, który nie jest dostępny na klawiaturze ekranowej. Dlatego zapoznałem się ze skrótami klawiatury i gestami dostępnymi w ConnectBot. ESC osiągamy wciskając dwa razu kulkę. CTRL to wciśnięcie kulki. TAB to kulka później “i”. Wyjście z VIMa to: ESC :wq. J

Przerwałem połączenie, zalogowałem się ponownie. Tym razem obeszło się już bez trudnego podawania trudnego hasła do serwera, czyli szybciej. Postanowiłem zobaczyć jak działa polecenie top. Wynik jest akceptowalny. Polecenie top możemy zakończyć wciskając przycisk “q”. (W przypadku problemów z dyskiem polecenie top wskaże wysoki load i niskie zużycia procesora – procesy czekają na dostęp do dysku). Ekran możemy powiększać i zmniejszać korzystając z przycisków głośności.

Spróbowałem przelogować się na roota. Wprowadzenie hasła może być palcołomne, jednak wytrwałem się to uda. Pewnie trzeba wywalić z dysku jakieś logi lub przestarzałe backupy. Tylko to można zrobić na szybko. Tylko ostrożnie!

Naprawa mojej wyimaginowanej awarii polegała by na poprawieniu pliku konfiguracyjnego. Znów wracam więc do VIMa. VIMa naprawdę warto znać. Gdy ponad 30 lat temu powstawał Vi, pewnie nikt nie pomyślał, że będę wychwalał ten edytor w kontekście telefonów z ekranem dotykowym. VIM rządzi!

Tak więc, dzięki mojemu nowemu bohaterowi, udało mi się zażegnać wyimaginowany kryzys. W prawdziwym kryzysie, nie było by tak łatwo, ale jakaś szansa istnieje. Dzięki telefonowi mogłem sprawdzić działanie strony WWW. Mogłem zalogować się na serwer. Mogłem przelogować się na super użytkownika. Mogłem wykonywać polecenia powłoki. Mogłem też edytować pliki. Dokładnie o to mi zawsze chodziło. Od czasów mojej Nokii 3210 zawsze chciałem mieć takie możliwości. Teoretycznie Nokia E70 której używałem wcześniej też by sobie z tym zadaniem poradziła, jednak Symbian i te diabelne certyfikaty zniechęcały mnie.

Przy okazji, odkryłem wczoraj jeszcze jedną fajną cechę programu ConnectBot. ConnectBot oferuje również terminal lokalny, który wybornie zastępuje programy Terminal oraz Better Terminal z którymi miałem problem wcześniej.

 

 

Categories: Android, Programowanie, Recenzje Tags:

Pierwsza noc z Hero

August 28th, 2009 3 comments

W końcu zdecydowałem się, zakupiłem komputer kieszonkowy HTC Hero. Nie będę się tu wysilał i wstawiał zdjęć czy filmików opisujących ten telefon – takich materiałów w necie są tysiące. Opowiem o moich wrażeniach. Wrażeniach, które po pierwszej nocy są pozytywne, jednak z odrobiną goryczy.

Wybór telefony był dla mnie niezmiernie skomplikowany. To nie jest już tylko telefon. Dla mnie, to przyszłość zawodowa. Coraz więcej aplikacji będzie pisanych na komórki, a to co mnie interesuje – czyli media strumieniowe, to już zupełnie bez komórek nie mogło by istnieć. Tak więc, wyobrażam sobie, że znajdę kiedyś chwilę wolnego czasu i zagłębie się w API. Jednak jeszcze nie teraz. Teraz muszę nauczyć się obsługi tego kieszonkowego monstrum.

Spodobała mi się bardzo klawiatura ekranowa. Nigdy wcześniej nie używałem klawiatury dotykowej i miałem obawy odnośnie tego. Obawy były jednak najzupełniej niezasadne. Klawiatura działa bardzo precyzyjnie i umożliwia na szybkie pianie, nawet przy użyciu obu kciuków. Klawiatura ekranowa nie jest jednak aż tak szybka jak tradycyjna, na przykład w telefonie Nokia E70.

Od współczesnego telefonu oczekuję tego, że będzie spełniał rolę PIM. Ale ja nie chcę kolejnego programu do zarządzania moją książką adresową. Chcę pełną integrację z książką adresową i kalendarzem który mam już w Google. Wbrew pozorom, integracja książek adresowych nie jest taka prosta jak by się to mogło wydawać. Jest tym bardziej skomplikowana, że musi działać w dwóch kierunkach: czyli wprowadzam zmianę w GMailu i zmiana jest dostępna w telefonie, wprowadzam zmianę w telefonie i nowe dane dostępne są w GMailu. Wydaje mi się, że działa to dobrze. Wczoraj na komputerze uporządkowałem swoją książkę adresową GMaila i zmiany zostały automatycznie zsynchronizowane z Bohaterem. To naprawdę duża wygoda, edytować adresy na komputerze i mieć je stale pod ręką w telefonie. Brawo dla programistów!

GMail działa rewelacyjnie, tego się akurat spodziewałem.

Mile zaskoczyło mnie wyświetlanie animacji Flash na stronach internetowych. Niestety, nie jest to Flash Player 10. Wrócę jeszcze do tego tematu.

Gadżety działają prawidłowo: potoczyłem kulkę, pograłem na gitarze, porysowałem. W Android Market są tysiące aplikacji do zainstalowania.

Zainstalowałem więc SSH: ConnectBot. I tu przeżyłem pierwsze rozczarowanie. Klawiatura ekranowa czasami się gubi i nie ma możliwości wprowadzania znaków. Spróbowałem z aplikacją Terminal i Better Terminal, niestety jest problem z znikającą klawiaturą… Mam nadzieję, że są to choroby wieku młodzieńczego. Klawiatura powinna odpalać się po prostu po wciśnięciu jakiegoś przycisku.

Nie udało mi się też zainstalować aplikacji VoIP, tzn, jakąś aplikację zainstalowałem ale SIP nie działał.

Zdziwiło mnie Skype. Podczas instalacji zostałem ostrzeżony, że będę taksowany za odbieranie połączeń przychodzących? I że podczas instalacji muszę podać mój numer komórki… Czyżby połączenia głosowe Skype nie działały w pakietowej transmisji danych były obsługiwane przez zwykłe dzwonienie komórkowe. W świecie wielkich pieniędzy wszystko jest możliwe. Nie wiem, nie przetestowałem tego i w Skype po prostu wyłączyłem funkcje odbierania połączeń przychodzących. Aczkolwiek to trochę bez sensu i pewnie poszukam innego komunikatora na komórkę.

Podsumowując: ekran dotykowy działa precyzyjnie, synchronizacja z kontem Google rządzi, gadżety też są, jednak klawiatura ekranowa się gubi i są problemy z VoIP.

Categories: Android, Recenzje Tags:

Chciałem kupić IPhona 3GS

August 19th, 2009 10 comments

Chciałem kupić IPhona 3GS ale mi się to nie udało.

Wszystko zaczęło się, gdy kilka tygodni temu, podczas ładowania Nokii E50, zepsuła się ładowarka tak elegancko, że wysadziła korki w domu. Gdy spróbowałem użyć jej ponownie to wysadziła korki na ulicy. Pomyślałem, że to pewnie kocięta mi zjadły kabel i na szczęście miałem zapasową ładowarkę.

Niestety, zapasowa ładowarka nie pożyła długo, wysadziła korki w hotelu, w Grecji…

Był słychać bum, dzieci podejrzewały mnie o to, że strzelałem z pistoletu…

Dlatego postanowiłem kupić nowy telefon. Zastanawiałem się nad Nokią E75, Sony Xperia, Samsung Omnia HD lub IPhone. Nie znam się na tym, tak naprawdę to nigdy w życiu nie kupowałem telefonu dla siebie. A telefony teraz są takie fajne. I nawet mają połączenie SSH. Postanowiłem wybrać IPhona. Pomimo złej opinie którą ma on w świecie deweloperów, wydał mi się najbardziej pociągający. Zła opinia bierze się głównie z powodu braku uruchamiania aplikacji w tle. Aplikacje w tle na telefonach są bardzo ważne, nie chodzi tylko o słuchanie muzyki i przeglądanie Internetu. Chodzi na przykład o to, żeby idąc sobie spacerem po górach, powiedzmy po górach Oplimu, IPhone notował trasę wycieczki i dał słuchać muzyki jednocześnie. Bez uruchamiania aplikacji w tle – takie coś wydaje się nie możliwe. Tak samo jak nie możliwe wydaje mi się to, że spróbowałem kupić IPhona w Erze.

Obudziłem się z rana z tą właśnie myślą, że kupię telefon. Zadowolony, że w końcu mam już za sobą mękę wyboru, kupiłem telefon w internetowym sklepie Ery. Zdziwiło mnie to, że nie otrzymałem potwierdzenia zakupu. Następnego dnia napisałem do Ery, a za dwa dni miałem odpowiedź że moje zamówienie nie dotarło. Pomyślałem, że to jakiś omen, i że mam nie kupować IPhona, jednak uparcie, jak dziecko, wlazłem na stronę Ery i ponownie dokonałem zakupu. Zwróciłem uwagę na ankietę na końcu zakupów której wypełniać mi się nie chciało. Zapewne ta ankieta, jest jakimś błędem, gdyż moje zamówienie nie poszło ponownie do realizacji.

Dwie nie udane próby kupienia telefonu – to na pewno jest jakiś znak od niebios żebym nie dał się skusić jabłkiem.

Tym bardziej że jabłczany telefon nie pozwala na uruchamia aplikacji w tle. Jednak martwi mnie coś innego, znów muszę wybierać…

Od telefonu potrzebuję kilku rzeczy: dzwonienia, dobrych zdjęć i filmów, bajeranckiego wyglądu, SSH. Moim marzeniem jest telefon z działającym na 100% Adobe Flash 10. Co mi podpowiecie?

Categories: Recenzje Tags: