Archive

Archive for the ‘Zupełnie inne’ Category

Patenty w USA

February 14th, 2012 No comments

Krąży u nas wiele mitów na temat patentów w USA. Ostatnio ukazał się na przykład artykuł w Gazecie Wyborczej: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,11092153,Sztuka_patentowania__Jak_nie_dac_sie_okrasc_z_wynalazku.html?as=1&startsz=x.
Podam tylko wyjaśniające.

<<<
Nie do pomyślenia w Europie jest też patentowanie praw matematycznych czy metod biznesowych. Tymczasem od lat wałkowana sprawa Bernarda Bilskiego, biznesmena o polskich korzeniach, który chce opatentować strategię hedgingową ograniczającą ryzyko skoków cen energii wywołanych pogodą, dowodzi, że w USA można się starać o patent na metodę biznesową.
<<<

http://en.wikipedia.org/wiki/In_re_Bilski

 

<<<
Pan Smith deponuje u znajomego notariusza dokumenty na temat rozwiązania, które przyszło mu do głowy. Tych kilka kartek leży sobie potem latami w szufladzie.
<<<

http://www.uspto.gov/web/offices/pac/mpep/documents/appxl_35_U_S_C_102.htm (g)

Categories: Zupełnie inne Tags:

Kino Domowe DLNA

March 12th, 2011 4 comments

Tydzień temu nabyłem kino domowe. Nie mogę powiedzieć jakie, ale wybór ograniczyłem do produktów pewnej firmy, której jestem pracownikiem. Kino domowe zmontowałem i podpiąłem pod sieć Internetową. I zaczęła się zabawa.

Otóż, DLNA czy UPnP czy jakkolwiek się to nazywa, daje sporo frajdy. Pierwszy raz spotkałem się z DLNA przy okazji Windows Visty. Vista ma w sobie Windows Media Player, który ma w sobie serwer DLNA, który to próbuje udostępniać multimedia innym komputerom w sieci. Wtedy wydało mi się to mocno bez sensu, myślałem sobie że to kolejny protokół sieciowy, jak by SMB, FTP czy NFS nie wystarczały?

Podstawowa funkcją DLNA jest udostępnianie multimediów. Nudy – bo multimedia to przecież pliki, a pliki mogę udostępniać na bardzo wiele sposobów. Nudy, mimo wszystko celowo kupowałem kino domowe z DLNA, żeby mogło korzystać z plików multimediów, które zgromadziłem na komputerze. Żeby nie trzeba było się nosić z płytkami czy pen-drivem. I to zadziałało od razu. Na komputerze z Windows udostępniłem multimedia i mogłem słuchać mp3 w kinie domowym. Filmy i zdjęcia też.

Ale pojawiły się pewne problemy. Moje kino domowe nie rozpoznaje wszystkich formatów wideo w jakich mógłbym mieć nagrane filmy. Na szczęście chytrzy informatycy potrafią rozwiązać ten problem. Można przecież przekonwertować film na bardziej przyjazny format. Można to zrobić na serwerze DLNA. Czyli, na moim komputerze zainstalowałem serwer DLNA z funkcją transkodowania (WMP11 tego nie potrafi). W kinie domowym mogę wybrać film z komputera i w momencie odtwarzania komputer konwertuje film na format przyjazny dla kina domowego. Zrobiłem Wow!

Ale to nie wszystko, skoro można transkodować media znajdujące się na komputerze w plikach, to przecież można zrobić to samo z filmami z Internetu. Na przykład film leży sobie na YouTube. Na komputerze mam serwer DLNA który pobiera film z YouTuba, konwertuje go na przyjazny format i pozwala na odtwarzania w kinie domowy. Wow^2!

Proste serwery DLNA można zainstalować nawet na telefonie komórkowym. Można było by zrobić na przykład tak: Kamerka wideo z telefonu komórkowego, poprzez protokół UPnP udostępniona jest w kinie domowym. Nie wiem po-co, ale można tak zrobić. Dało by się też zrobić tak, telefon renderuje obraz, który dostarczony jest do telewizora DLNA. Chyba dało by się zrobić w ten sposób przeglądarkę Internetu: na telefonie mamy klawiaturę a wyświetlacz w telewizorze.

Tak mi się wydaje, że są otwarte biblioteki programistyczne dla DLNA. Chętnie bym coś w tym temacie podłubał…

Categories: Zupełnie inne Tags:

Właśnie kupiłem koszulkę

March 2nd, 2011 2 comments

Właśnie kupiłem koszulkę i to wcale nie dla tego że czuję już wiosnę w powietrzu.

W poniedziałek byłem w Złotych Tarasach ale nie kupiłem koszulki. Było parę fajnych, które mi się podobały – ale przelotne zauroczenie nie wystarczyło by pokonać węża drzemiącego w kieszeni moich spodni.

Dziś nie miałem problemu z wydaniem kasy.

W Złotych Terasach, w super sklepach, są super koszulki i to dużo ładniejsze od tej którą ja sobie wybrałem. Są na nich smoki, albo jakieś dziwne głowy, albo jakieś symbole, albo jakieś przedmioty jak winyle czy deskorolki. Ale tak na prawdę, te wyjątkowo ładne wzory wydrukowane na wyjątkowo ładnych koszulka, są wyjątkowo nudne. Jeżeli na koszulce jest jakiś napis, to z całą pewnością ten napis nic nie znaczy, nikogo nie poruszy, nikogo nie obrazi, nikt go nie poprze. Będzie coś w stylu: “jedzenie mięsa”. Jeżeli na koszulce ze sklepu będzie narysowany obrazek, to na pewno będzie piękny acz nudny. Skrajną ekstrawagancją na jaką sobie pozwalają sklepy jest trupia czaszka albo napis “I am bad!”. Tak, jestem zły, słucham głośno muzyki, pod warunkiem że sąsiadów nie ma w domu… Ogólnie nuda.

Na szczęście jest Internet i można w nim kupić to co się chcę. (jeszcze)

Ja kupiłem koszulkę, związaną z pewnym wydarzeniem.

image

Kupiłem koszulkę od faceta ściganego za przestępstwa seksualne. Musiały być to dość poważne przestępstwa, gdyż zorganizowano ekstradycję z Anglii do Szwecji. Tak, chodzi o gwałt. I to nie byle jaki. Niektórzy mówią, że gwałt ten doprowadził do upadku dyktatorów w Afryce.

Tak więc, kupiłem koszulkę od gwałciciela. I to mi się podoba!!!

Categories: Zupełnie inne Tags:

Wyjazd do Rosji, oszczędnie i bez nerwów

January 14th, 2011 No comments

Opiszę, w jaki sposób organizowałem wyjazd do Rosji – chciałem oszczędnie i bez nerwów. Aby się nie denerwować w podróży rezerwowałem wszystko w Polsce. Starałem się też nie dać złupić pośrednikom.

Na koszt mojego wyjazdu do Rosji złożyły się:

  1. ubezpieczenie turystyczne,
  2. wiza,
  3. bilety lotnicze do Rosji,
  4. bilety kolejowe po Rosji,
  5. zakwaterowanie w hotelu,
  6. przejazdy taxi,
  7. bilety do muzeów,
  8. inne.

Ubezpieczenie turystyczne

Ubezpieczenie turystyczne kupiłem na stronie www.inseco.pl. Należy skonsultować się z obsługą, bo wyszukiwarka na stronie, w wynikach wyszukiwania, podaje ubezpieczenie które nie spełniają wymogów do wizy. Koszt ubezpieczenia to jakieś 30zł/tydzień.

Wiza

Aby pojechać do Rosji potrzebna jest wiza. Znam następujące wizy:

  1. turystyczna – około 400zł,
  2. na zaproszenie – około 100zł,
  3. na groby bliskich – za darmo, wymagana jest dobra dokumentacja (ksero) stwierdzająca pokrewieństwo z osobą pochowaną oraz świadectwo pochówku (ksero).

Szczegółowe informacje wizowe dostępne są na stronie Ambasady Rosji w Polsce, koniecznie trzeba tę stronę przeczytać przed wizytą w ambasadzie.

Bilety lotnicze do Rosji

Najtaniej bilety lotnicze do Rosji (Moskwa, Sankt Petersburg) można kupić na stronie www.lot.com. Najlepiej jest zarezerwować lot na kilka miesięcy wcześniej. Najtańsza opcja to bilety bez zwrotu. Wczesna rezerwacja biletów lotniczy ma jeszcze jedną zaletę. Możemy wybrać miejsca w samolocie, tak aby mieć dobry widok podczas startu i lądowania.

Bilety kolejowe po Rosji

Bilety kolejowe po Rosji można zarezerwować w Internecie. Najtaniej jest na stronie www.rzd.ru – jednak tam mogą nie akceptować kart kredytowych nie wydanych w Rosji. Ja kupiłem bilety na stronie www.railwayticket.ru. Nie jest łatwo. Karta kredytowa musi być dodatkowo uwierzytelniona. Dodatkowe uwierzytelnienie polega na tym, że serwis obsługujący płatności Internetowe pobiera z naszej karty drobną kwotę a my musimy podać jako to kwota w rublach. Otrzymamy wtedy hasło które będzie dodatkowo uwierzytelniać płatności naszą kartą.

Po zapłaceniu za rezerwację na stronie www.railwayticket.ru drukujemy potwierdzenie rezerwacji. To potwierdzenie rezerwacji wymieniamy na bilet w kasie na dworcu. Uwaga, przy kasach kolejowych mogą być kolejki, warto więc uzbroić się w cierpliwość i odpowiednio zaplanować czas; polecam zarezerwować sobie 2 godziny czasu na wszelkie wizyty na dworcu kolejowym.

Wbrew obiegowej opinii – bilety kolejowe po Rosji są dość drogie.

Zakwaterowanie w hotelu

Aby zarezerwować hotel możemy skorzystać z serwisu www.booking.com. Wymagana jest karta kredytowa, jednak za hotel płacimy dopiero w hotelu.

Przejazdy taxi

Proponuję korzystać z usług taxi pewnych firm. Na lotniskach i w hotelach są budki sprzedające usługi taxi. Taksówki którymi jeździłem nie miały licznika. Przed wejściem do taksówki pytamy się o cenę przejazdu.

Bilety do muzeów

Bilety do muzeum mają dwie ceny: dla Rosjan i dla cudzoziemców od 3 do 5 razy większą. Będąc w Sankt Petersburgu, bez względu na ceną, trzeba zobaczyć Ermitaż (nie zapominając o 3 piętrze).

Inne sprawy

Restauracje są dość drogie, w sklepach ceny są zbliżone.

Komunikacja publiczna jest tańsza.

Bankomatów jest dużo. Płatność kartami kredytowymi jest mniej popularna niż w Polsce. Warto mieć kilka kart na wypadek awarii bankomatu.

 

Categories: Zupełnie inne Tags:

Inżynieria analityczna skończyła się obciachem

December 16th, 2010 No comments

Miałem sporo radości gdy rozkręcałem elektryczną deskorolkę. Niestety, podczas tej zabawy urwałem kabelek. I, niestety, wydawało mi się, że potrafię go przylutować…

Deskorolka jest wyborowym gadżetem, ale tylko wtedy gdy jest pod prądem. Niezdarnie przylutowany kabelek wytrząsł się i przełamał kilka kilometrów od domu. Zamiast pędzić ponad 30 kilometrów na godzinę po śniegu, musiałem taszczyć te ponad 30 kilogramów do domu. Niestety, mocny silnik sprawia, że na tej elektrycznej deskorolce nie można już jeździć tak, jak jeździ się na zwykłej deskorolce – odpychając się jedną nogą (przynajmniej ja nie potrafię). Tak więc obciachowo taszczyłem te ponad 30 kilo do domu.

Jutro zakupię odpowiednie złączki i zlutuję deskorolkę. Mam nadzieję, że nie będzie mi się więcej razy tak obciachowo wyłączać.

Wracając do inżynierii analitycznej. Silnik zamocowany jest prawdopodobnie na zasadzie ostre koło. Dużo lepiej sprawdził by się wolnobieg. Z wolnobiegiem na elektrycznej deskorolce można było by jeździć tak, jak na prawdziwej. Niestety, wtedy deskorolka nie potrafiła by hamować silnikiem a to się przydaje. Innym rozwiązaniem mogło by być torpedo, które pamiętam z czasów pierwszych rowerka “Wigry“. Dzięki torpedo silnik mógłby rozpędzać i hamować deskorolkę i jednocześnie deskorolka mogła by jechać “na luzie” – dzięki czemu nie wytracała by prędkości podczas jazdy bez silnika. Niestety nawet z torpedo nie było by efektu ABS, który jest widoczny teraz podczas hamowania.

Wydaje mi się, że hamowanie deski może być trudniejsze niż rozpędzania. Gdyby tylko dało się tak hamować jak na snowboardzie…

Categories: Zupełnie inne Tags:

Elektryczna deskorolka – inżynieria analityczna

December 12th, 2010 No comments

Kilka dni temu oglądałem film na Canal+. Termin “reverse engineering” przetłumaczono tam jako “inżynieria analityczna”. Spodobało mi się to określenie, tak że postanowiłem ulokować je na półeczce na ulubione terminy, razem z “sprawiedliwość społeczna” i “wolność do”. Tak więc, zajmowałem się wczoraj inżynierią analityczną mojej nowej elektrycznej deskorolki.

Najważniejsze elementy to:

  1. Trzy akumulatory 12V/12Ah dające 36V,
  2. Silnik dający 800W przy poborze mocy 28A,
  3. Sterownik silnika i pilot,
  4. Deska, 4 kółka, traki itp.,
  5. Plastikowy kosz na akumulatory.

Rozwiązaniem konstrukcyjnym, które ułatwia konstrukcje całości jest sposób mocowania silnika bezpośrednio do tracka. Silnik napędza tylko jedno kółko.

Dane producenta o zasięgu powyżej 20km są chyba przesadzone. Nie liczyłem też na to. Dla mnie satysfakcjonujący zasięg to będzie 6km. Silnik pobierając 28A na godzinę rozładuje akumulatory o pojemności 12Ah w pół godziny – tak więc zasięg przy maksymalnej prędkością to góra 15km. Opór powietrza rośnie jako kwadrat prędkości, być może przy mniejszej prędkości deskorolka przejedzie powyżej 20km do wyczerpania akumulatorów.

Silnik pobierając 28A * 36V miałby sprawność około 80%: 80% prądu napędza kółka, 20% prądu ogrzewa deskorolkę.

Pilot działa chyba w technologii bluetooth.

Akumulatory umieszczone są w plastikowym koszu, który chyba jest zbyt delikatny jak do ich ciężaru, ponad 20kg.

W środku: typowo Chińska jakość czyli skrajnie posunięta oszczędność. Dobrze, że kosz z akumulatorami można rozłączyć – wtyczka. Niestety zbyt krótkie kabelki w łączące akumulatory urwały mi się i musiałem przypomnieć sobie sztukę lutowania.

Oczywiście, celem inżynierii analitycznej jest ulepszenie. Jeżdżąc poznaję wady deskorolki i być może wpadnę na pomysł jej ulepszenia. W każdym bądź razie – mam zabawkę i to się liczy w życiu.

 

 

Categories: Zupełnie inne Tags:

Elektryczna deskorolka – pierwsze wrażenia

December 11th, 2010 6 comments

Żona podarowała mi elektryczną deskorolkę J. I bardzo mi się podoba.

Wczoraj odpakowałem pudełko. Ponad 30 kilo żywej wagi; elektryczna deskorolka na pierwszy rzut oka bardziej przypomina snowboard z kółkami od melex’a. Zupełnie nie przypomina deskorolek, takich jak “chłopaki jeżdżą pod pomnikiem”. I to mnie ucieszyło. Bałem się, że deskorolka to będzie jakaś chińska zabawka – w stylu prezent na komunię. Moja elektryczna deskorolka też jest chińska ale wygląda bardzo solidnie.

Zabrałem ją więc na pierwszą próbę. Jeździłem po ubitym śniegu na drodze dojazdowej do domu, i po błocie pośniegowym na ulicy. Na początku bałem się, że jest coś za wolno. Jechałem 5 kilometrów na godzinę i ani ciut szybciej. Wtedy przypomniałem sobie o przełączniku na pilocie. Wyłączyłem “tryb edukacyjny” i zaliczyłem mocną glebę. Deskorolka dostała kopa i spokojnie się bujnie do 30km/h – tak jak miało być w instrukcji. Ogólnie deskorolka ma trzy tryby pracy: edukacyjny, normalny i zaawansowany. Lubię wrażenia, ale zaawansowany jeszcze jest nie dla mnie.

W każdym bądź razie deskorolka jest mocna i nawet potrafi palić gumy. Dokładnie tak – palić gumy z klasycznym smrodkiem spalonej gumy.

Deskorolka radzi sobie wybornie. I co najciekawsze, wymaga sporo siły do jeżdżenia. Mmm, podobnie jak snowboard. Niby jedziesz z górki, niby masz silnik – ale zmęczenie czuć. Pojeździłem wczoraj z pół godziny, dziś pół godziny i muszę przyznać że czuję zmęczenie fizyczne. Wydawało mi się, że elektryczna deskorolka to będzie zabawka dla leni, jednak pozytywnie się zaskoczyłem. Jak dla mnie jest to sport.

Oczywiście, nie ma co liczyć, że zrobi się ollie na takiej elektrycznej deskorolce. Jest na to zbyt ciężka. Jest też mało zwrotna. Normalny promień skrętu jest mniej więcej taki jak w samochodzie – deskorolka zawróci na rondzie. W pewnym sensie brakowało mi biegu wstecznego. Zasady skręcania są podobne jak na snowboardzie, przenosisz ciężar ciała na palce żeby skręcić do w lewo lub na pięty – żeby skręcić w prawo. Deska trzyma stabilnie kierunek jazdy, nawet na śniegu i lodzie. Jednak ostre zakręcanie będzie wymagało jakiegoś podstępu – jeszcze nie wiem jak to zrobić.

Reasumując. Zalety: duża moc, stabilna jazda. Wady: duży ciężar, słaby promień skrętu. Super zabawka dla dużych chłopców.

Ale najlepsze jest logo: różowy kucyk.

 

 

 

Koniec tej pisaniny. Muszę posprzątać w domu żeby odpracować mój prezent.

Categories: Zupełnie inne Tags:

Podrobiony A-bike a ZX Spectrum

September 8th, 2010 5 comments

Niedawno kupiłem miniaturowy rowerek – “A-bike” – przynajmniej tak mi się wydawało. Cieszyłem się z zakupu, bo zapłaciłem 3 razy mniej niż w sklepie. Myślałem sobie, nic dziwnego – niechciany prezent. Dziś odkryłem, że jest to podróbka:

Od oryginały różni się brakującą informacją o patentach. Ta informacja o patentach powinna być wydrukowana na ramie. Gdy pierwszy raz oglądałem ten rowerek to zdziwił mnie brak informacji o patentach ale to zignorowałem. Kółka do rolek mają pewnie z 500 patentów, ale może ten rowerek ich nie ma?

Przez długi czas byłem przekonany że jeżdżę na oryginalne. I zaczynałem się nawet złościć na Sir Clive Sinclair, za to że, jak myślałem, wypuściła chłam. Po twórcy prawdziwej legendy, spodziewałem się czegoś więcej. Tymczasem były same problemy:

  1. Z powodu źle założonych opon, urwał się wentyl i musiałem kupić nową dętkę. Nie jest to proste do tak małych kółek. Sprowadziłem z Anglii.
  2. Gdy ustawiałem hamulec, to “w palcach” ukręciła mi się śrubka mocująca linkę.
  3. Dziś ukręcił się prawy pedał. Inni też to raportowali. Trzeba kupić nowy.
  4. Zepsuła się nawet torba. Urwały się plastikowe zaczepy od paska i jeszcze się podziurawiła. A używałem jej tylko raz, dzisiaj, bo urwał mi się pedał.
  5. Pękła też skóra którą obszyte jest siodełko.

Ogólnie, A-Bike jest naprawdę fajny pomysłem. Gratuluję twórcy pierwszego domowego komputera, kolejnego wspaniałego wynalazku. Rowerek ten można w dziesięć sekund rozłożyć i w pięć złożyć. Bez problemy mieści się do bagażnik, ale można było by go też nosić spokojnie w metrze. Ten rowerek jest dla mnie dobry, bo rozwiązuje mój problem z życia. Mogę zaparkować samochód w dobrym miejscu i szybko, 3 razy szybciej niż na piechotę, dotrzeć do pracy.

Niestety, zakupiona przeze mnie podróbka a-bike to chłam.

Nie spodziewałem się że można chcieć podrabiać produkt tak niszowy jak A-bike. Ile w Polsce jest takich rowerków, poza moim, podrobionym? Tymczasem, dla kogoś, podróbka tego skomplikowanego urządzenia mechanicznego, okazała się pomysłem na biznes. Przecież to trzeba zamówić specjalne części z plastiku i aluminium. Skoro tak, to jak bardzo podrabiane są spodnie, buty i inne proste rzeczy? Kupiłem kiedyś obudowę do dysku, prawie jak VAIO, rozleciała się. Teraz kupiłem rozlatujący się prawie A-Bike. Jak często zdarza mi się kupić podróbki, nawet o tym nie wiedząc, a później narzekam że buty Adidasa to już nie to co kiedyś?

 

 

Categories: Zupełnie inne Tags:

Brawo Simplus

April 26th, 2010 No comments

Kilka tygodni temu miałem nieprzyjemną niespodziankę. Z konta prepaid telefonu z którego korzystam bardzo rzadko – zniknęło ponad 300zł. Złożyłem reklamacje do Simplusa i mam nadzieję na jej pozytywne i szybkie rozpatrzenie. Mam jakiegoś pecha do operatorów.

Dziś reklamacja została rozpatrzona pozytywnie. Kasa jest znowu na moim koncie – super. Dzięki SIMPLUS.

Zgodnie z regulaminem, SIMPLUS mógł zabrać mi pieniądze z konta prepaid w przypadku gdy nie doładowałem telefonu przez jakiś czas. Fajnie by było, gdyby zmienili ten punkt w regulaminie. Wtedy nie musiał bym się denerwować.

Potrzebuje kilku kont SIM, bo czasami zdarza mi się coś programować na telefony. Aplikacje trzeba testować i wtedy potrzebuję kilku numerów i kilku telefonów. Ostatnio jednak rzadko zdarza mi się coś pisać, dlatego karty leżą nieużywane i czasami zapominam ich doładować a jednocześnie nie chcę stracić numerów z końcówkami 777 czy 888.

Dlatego proszę SIMPLUSa o zmianę regulaminu na korzyść klientów, którzy tak jak zapominają doładować karty.Chciałbym, aby SIMPLUS nie zabierał nam pieniędzy w takich sytuacjach.

I jeszcze raz dziękuję za zwrócenie mi zabranych regulaminowo wcześniej pieniędzy.

Categories: Zupełnie inne Tags:

Maven install:install-file w pom.xml

January 24th, 2010 3 comments
Aby dodać plik do lokalnego repozytorium mavena należy skorzystać z wtyczki install. Na przykład:
mvn install:install-file -DgroupId=javax.transaction -DartifactId=jta -Dversion=1.0.1B -Dfile=jta-1.0.1B.jar -DgeneratePom=true
Ja jednak potrzebowałem możliwości deklarowania konieczności instalowania plików do repozytorium. Zrobiłem to tak:
<plugin>
 <groupId>org.apache.maven.plugins</groupId>
 <artifactId>maven-install-plugin</artifactId>
 <executions>
  <execution>
   <phase>validate</phase>
   <goals>
    <goal>install-file</goal>
   </goals>
   <configuration>
    <file>/path/to/file.jar</file>
    <groupId>org.example</groupId>
    <artifactId>example</artifactId>
    <version>1.2.3</version>
    <packaging>jar</packaging>
   </configuration>
  </execution>
 </executions>
</plugin>
Może się to przydać, gdy łaczymy piękne projekty budowane z maven i inne – takie z których korzystamy z konieczności.
Categories: Zupełnie inne Tags: